W Liście do Żydów 7:25 jest powiedziane: Przetoż i doskonale zbawić może tych, którzy przezeń przystępują do Boga. Jesteśmy wdzięczni, że rozumiemy, iż Bóg w swojej miłości zarządził, przez Chrystusową ofiarę Okupu , że każdy oraz wszyscy, którzy mają w sercu skruchę, mogą przyjść do Niego lub do Niego powrócić. Słowo „skierowane” w słownikach zewnętrznych. Pod spodem znajdują się odnośniki do zewnętrznych słowników, w których znaleziono materiały związane z wyrazem skierowane: » Rymy do słowa skierowane. Tagi dla synonimów słowa skierowane Systemy neurologiczne na jakich zbudowany jest człowiek to energia życia utrzymująca się na słowach Boga jakie są w naturze mózgu. Mózg oparty na słowach Boga odrzuca wypowiadanie innych słów na umysł oparty na słowach do oszukiwania na jakim człowiek ma zmienioną anatomię na wykonującą słowa oszusta. Oto dzieje Noego. Noe, człowiek prawy, wyróżniał się nieskazitelnością wśród współczesnych sobie ludzi; w przyjaźni z Bogiem żył Noe. Gdy Bóg widział, iż ziemia jest skażona, że wszyscy ludzie postępują na ziemi niegodziwie, rzekł do Noego: „Postanowiłem położyć kres istnieniu wszystkich ludzi, bo ziemia przez nich Odpowiedź: Nadzieję na powrót Pana powinniśmy opierać na jego proroctwach. One są dokładne. Ale kogo właściwie cytujesz? Czy cytujesz słowa Pana, czy słowa ludzi? „Potem my, którzy pozostaniemy żywi, razem z nimi będziemy porwani w obłoki, w powietrze, na spotkanie Pana”. Kto to powiedział? Czy to są słowa Pana Jezusa? Pan Jezus nigdy nie powiedział bo człowiek został stworzony na obraz Boga 3. 7 Wy zaś bądźcie płodni i mnóżcie się; zaludniajcie ziemię i miejcie nad nią władzę». 8 Potem Bóg tak rzekł do Noego i do jego synów: 9 «Ja, Ja zawieram przymierze 4 z wami i z waszym potomstwem, które po was będzie; 10 z wszelką istotą żywą, która jest z wami: z ptactwem Główna debata między katolikami, a protestantami koncentruje się na słowach Jezusa skierowanych do Piotra: Tobie dam klucze Królestwa Niebieskiego. Cokolwiek zwiążesz na ziemi będzie związane i w Niebie, a cokolwiek rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane i w Niebie. Protestanci negują związek św. Piotra z pierwszym papieżem. Powódź na całym świecie Kolejnym ważnym wydarzeniem w historii Biblii była powódź na całym świecie. Poproszono Noego o zrobienie arki (lub skrzyni), w której jego rodzina i W relacjach z ludźmi bohaterka kieruje się pojęciami i widzi tylko to, co na zewnątrz. Widząc, że ktoś lubi omawiać swój stan, sądzi, że ta osoba jest prosta, otwarta i zna siebie. Ulega jednak pozorom i jest skołowana. Co to znaczy być prostym i otwartym? Czym jest prawdziwe poznanie siebie? Dzięki poszukiwaniu prawdy odkrywa odpowiedź. White uznał chrześcijaństwo, zwłaszcza w jego zachodniej, katolickiej i protestanckiej formie, za najbardziej antropocentryczn ą religi ę w dziejach świa-ta. Według niego fakt, że odziedziczyło ono po judaizmie linearne spojrzenie na historię, doprowadzi ł do powstania przekonania o ci ągłym i nieograniczonym po-stępie. UJTC. Piosenka o Janie Pawle II – piękna 20 stycznia 2020 /Posted by„Znowu Cię spotykam” – piękna i wzruszająca piosenka dla dzieci, która nawiązuje do osoby Jana Pawła pięknych słowach wyrażony jest podziw i szacunek dla niewątpliwie największego Polaka nadzieję, że podkład muzyczny, który wykonałem do tej piosenki będzie pomocny w przygotowaniu repertuaru na różnego rodzaju występy związane z Ojcem Świętym Janem Pawłem piosenek o Janie Pawle II znajdziesz tu… [kliknij]Podkład muzyczny do piosenki „Znowu Cię spotykam” znajdziesz tu… [klik]Może niebawem uda mi się nagrać swoją wersję tej piosenki – a na razie posłuchajcie świetnego wykonania Arki Noego 🙂 Tekst piosenki:Znowu Cię spotykamMoje małe siły dawno się skończyłySchody za wysokie, wody za sobą mam drogę, dalej iść nie mogęWiatr księgę zamyka nie odchodź, nie się zamyka znowu Cię spotykam,Stoisz w oknie w niebie znowu widzę CiebieTy szukałeś nas bardzo długi czas,Teraz szukam Ciebie w Twoim oknie w Ty siłę brałeś kiedy tak cierpiałeś?Co powiedzieć chciałeś, kiedy w oknie stałeś?Księga się zamyka znowu Cię spotykam,Stoisz w oknie w niebie znowu widzę CiebieAmen powiedziałeś, drogę pokonałeś,Wicher z nieba wieje znowu mam się zamyka znowu Cię spotykam,Stoisz w oknie w niebie znowu widzę Ciebie „Nie samym chlebem człowiek żyć będzie, ale każdym słowem pochodzącym z ust Bożych” (Ewangelia wg Mateusza 4:4) Skierowane do nas słowa pochodzące z ust Bożych nie brzmią dokładnie tak samo, jak słowa skierowane do naszego Pana Jezusa i świętych aniołów, ponieważ my jesteśmy z natury dziećmi gniewu, tak jak inni – jesteśmy grzesznikami. Dlatego też Bóg przemawia do nas z właściwego punktu widzenia. I dlatego w naszych doświadczeniach rozumiemy słowa pochodzące z ust Bożych w różnych znaczeniach i w różnych czasach. Słowo Bożej sprawiedliwości Pierwszym słowem, pochodzącym z ust Bożych i skierowanym do nas jest posłannictwo sprawiedliwości, informujące nas, że jesteśmy grzesznikami, niedoskonałymi i bezradnymi, jeśli chodzi o przywrócenie nam Boskiego podobieństwa. To pierwsze słowo pochodzące z ust Bożych i skierowane do nas jest alarmujące. Bóg oświadcza, że z powodu grzechu jesteśmy pod wyrokiem, czyli przekleństwem śmierci – że „dusza, która grzeszy, ta umrze”, a zapłatą za grzech jest śmierć (Ezech. 18:4, 20; Rzym. 3:23; 6:23). Słowo to powiadamia nas, że z natury jesteśmy „dziećmi gniewu, jako i drudzy” (Efez,. 2:2, 3) – obcymi i cudzoziemcami, obcymi wobec Boga i Jego błogosławieństw zastrzeżonych dla tych, którzy Go miłują i są Mu posłuszni, zachowujących tę doskonałość, w jakiej zostali stworzeni. Trzeba usłyszeć Jego głos, trzeba odczuć niepokój i obawę przed karą śmierci, odczuć samotność i zniechęcenie z powodu rozdzielenia z Bogiem oraz wyobcowania się z zasięgu Jego łaskawych postanowień przeznaczonych dla tych, którzy Go miłują i których On miłuje. Taka obawa i przygnębienie są niezbędne, aby dać nam ogólne przygotowanie konieczne do przyjęcia następnego słowa pochodzącego z ust Bożych, a mianowicie, Słowo Bożej litości i pomocy Posłannictwo mówiące, iż Bóg, zachowując absolutną sprawiedliwość i stałą nienaruszalność swego pierwszego słowa i wyroku, jest pomimo wszystko nastawiony przyjacielsko wobec nas – że współczuje nam z powodu naszego upadłego stanu. To słowo nie ma znaczyć, że Boska litość pozwoli nam jako grzesznikom skorzystać z Boskiej łaski obecnej lub przyszłej, ale że Boska litość z góry przewidziała cenę okupu, która spełniając żądania Boskiej sprawiedliwości, pozwoliłaby na uleczenie człowieka ze stanu grzechu i śmierci, przywracając go ponownie do stanu świątobliwości i życia wiecznego – tak jak gdyby nigdy nie zgrzeszył i nie został skazany. To słowo, które pochodzi z ust Bożych, przepowiadając zesłanie błogosławieństwa i sposobności uzdrowienia wszystkich, którzy je przyjmą, było pierwszą następującą wypowiedzią do Abrahama: „I błogosławione będą w tobie i w nasieniu twoim wszystkie narody ziemi …” (1 Moj. 12:3; 22:18; Gal. 3:8). Gdy ta nadzieja poczyna świtać w sercu osoby pokutującej, szukającej życia wiecznego u źródła łaski i prawdy, uszy jej zrozumienia bacznie nasłuchują następnych słów żywota wypowiadanych przez Stwórcę i osoba taka słyszy (Dz. Ap. 10:36) głos Boga opowiadający „pokój przez Jezusa Chrystusa”. Słowo pokoju Bożego z nami Posłannictwo pokoju mówi, iż Bóg już przygotował cenę okupu za grzeszników, że Jezus Chrystus „z łaski Bożej za wszystkich śmierci skosztował”, że „Chrystus umarł za grzechy nasze według Pism” i „wstał z martwych dla usprawiedliwienia naszego” (Żyd. 2:9; 1 Kor. 15:3, 4; Rzym. 4:25). To słowo pochodzące z ust Bożych powiadamia nas, że przez tę transakcję, która została przeprowadzona całkowicie przez Niego, bez naszego udziału lub pomocy, „on był sprawiedliwym i usprawiedliwiającym tego, który jest z wiary Jezusowej” (Rzym. 3:26). O, cóż za radość, jakaż nadzieja życia wstępuje do naszych serc, gdy słyszymy to słowo, pochodzące z ust Bożych! Wołamy wraz z Apostołem: „Jeśli Bóg za nami, któż przeciwko nam?” (Rzym. 8:31). Jeśli Bóg tak umiłował nas, gdy byliśmy grzesznikami, o wiele więcej nas miłuje, odkąd Go szukamy, pragnąc powrócić do społeczności z Nim, i odkąd akceptujemy postanowienia Jego łaski w Jezusie Chrystusie Panu naszym. Tym samym Bóg przemawia słowem łaski i pokoju – odpuszczenia, pojednania, miłosierdzia, miłości i uprzejmości – do tych wszystkich, którzy przyjęli pojednanie, jakie jest w Jezusie Chrystusie, dzięki zasłudze Jego krwi. Przeczytaj więcej o Boskim słowie zapraszającym do synostwa (link do numeru czasopisma Teraźniejsza Prawda w formacie PDF – dalszy ciąg artykułu na stronie 26). 1. W trzecim pokoleniu po ogłoszeniu edyktu mediolańskiego, Kościół rzymski pod przewodem papieża Damazego (366-384) podjął wielki wysiłek zabezpieczenia pamięci swoich męczenników oraz ożywienia ich kultu. Jan Paweł II - papież końca XX wieku, tego wieku, w którym więcej ludzi zostało zabitych za wiarę w Chrystusa, niż w ciągu poprzednich dziewiętnastu wieków razem wziętych - wzywa Kościół do analogicznego wysiłku. Uderza nie tylko wielka liczba ogłoszonych podczas tego pontyfikatu beatyfikacji i kanonizacji (wielu spośród nowych błogosławionych i świętych to, oczywiście, męczennicy). Ten Papież zdecydowanie nie liczy się ze względami ludzkimi, które chciałyby przeszkodzić w przedstawianiu Kościołowi jako świętych tych chrześcijan, którzy rzeczywiście oddali życie za Chrystusa. Konsekwentnie więc wynoszeni są na ołtarze męczennicy z czasów rewolucji francuskiej i meksykańskiej, czy wojny domowej w Hiszpanii, mimo że niektóre środowiska lewicowe i liberalne nie ukrywają, że to im się nie podoba. Analogicznie, mimo ostrzeżeń, że wielu Żydów poczyta to za akt agresji, został przeprowadzony do końca proces beatyfikacyjny i kanonizacyjny Edyty Stein. Również oburzenie czeskich protestantów nie powstrzymało Jana Pawła II przed kanonizacją Jana Sarkandra. Tak samo ostre protesty władz chińskich czy wietnamskich nie były w stanie przeszkodzić kanonizacjom pochodzących z tych krajów męczenników. Rzecz jasna, nic nie jest bardziej obce temu Papieżowi niż postawa konfrontacyjna. Jan Paweł II za każdym razem uważnie i życzliwie wsłuchuje się w zgłaszane sprzeciwy i zastrzeżenia, a jak bardzo stara się je uwzględnić, świadczą o tym choćby gesty dobrej woli podczas wspomnianych przed chwilą kanonizacji Edyty Stein i Jana Sarkandra. Zarazem zdecydowanie trzyma się zasady, że skoro męczennik oddał życie za Chrystusa, to oddawania mu czci nie powinniśmy uzależniać od takich czy innych względów ludzkich. Koniecznie trzeba było podkreślić tę bezkompromisowość Papieża w oddawaniu sprawiedliwości męczennikom, bo to z niej płynie tyle razy formułowane przez niego wezwanie, żebyśmy dbali o zachowanie naszych męczenników we wdzięcznej pamięci Kościoła. „Za szczególną powinność naszego pokolenia w Kościele - mówił 7 czerwca 1999 w Bydgoszczy, a styl tej wypowiedzi świadczy o tym, że nie była ona przygotowana na piśmie, ale płynęła prosto z serca - uważam zebranie wszystkich świadectw o tych, którzy dali życie za Chrystusa. Nasz wiek, nasze stulecie ma swe szczególne martyrologium jeszcze nie w pełni spisane. Trzeba go zbadać, trzeba go stwierdzić, trzeba go spisać. Tak jak spisały martyrologia pierwsze wieki Kościoła, i to jest do dzisiaj naszą siłą, tamto świadectwo męczenników pierwszych stuleci. Proszę wszystkie Episkopaty, ażeby do tej sprawy przywiązały należytą uwagę. Nasz wiek, wiek XX, ma swoją wielką martyrologię w wielu krajach, w wielu rejonach ziemi. Trzeba, ażebyśmy przechodząc do trzeciego tysiąclecia spełnili obowiązek, powinność wobec tych, którzy dali wielkie świadectwo Chrystusowi w naszym stuleciu”. Wcześniej, mianowicie w obu podstawowych dokumentach milenijnych, z podobnym wezwaniem zwracał się Jan Paweł II do całego Kościoła. W liście apostolskim Tertio millennio adveniente (1994), wezwanie do ochrony pamięci o męczennikach ma ważki kontekst ekumeniczny, na co zwrócimy uwagę odrębnie, jest ponadto rozszerzone na innych bohaterów świętości, nie tylko męczenników. Natomiast w bulli Incarnationis mysterium (1998) pojawia się argument eklezjologiczny: obecne pokolenie Kościoła wyrasta przecież z pokoleń, które wydały tamtych męczenników, toteż powinno troszczyć się o swoje zakorzenienie we wspólnocie z nimi. „Kościół wszędzie na ziemi musi pozostać zakorzeniony w ich świadectwie i pieczołowicie chronić pamięć o nich” (IM 13). Nie próbowałem ustalać pełnej listy wezwań Jana Pawła II na ten temat. Spośród różnych wezwań partykularnych na szczególną uwagę zasługują słowa Pawła VI z homilii wygłoszonej 18 października 1964 podczas kanonizacji męczenników ugandyjskich, powtórzone w adhortacji apostolskiej Ecclesia in Africa (1995), oraz analogiczne wezwanie skierowane do rodzin zakonnych w adhortacji apostolskiej Vita consecrata (1996). 2. Warto przypatrzeć się samej nauce Jana Pawła II na temat męczeństwa, zwłaszcza że znajdziemy w niej wiele spojrzeń oryginalnych, a zarazem głęboko osadzonych w tradycyjnej mądrości Kościoła. Podstawowa intuicja na temat męczeństwa - że jego źródłem i wzorem jest krzyż Chrystusa Pana - jest wspólna wszystkim autentycznie katolickim teologom; jest ona również fundamentem martyrologicznego nauczania Jana Pawła II. Dobrze więc będzie na samym początku niniejszego opisu przypomnieć sobie, że męczeństwo jest niczym więcej, tylko szczególną formą realizacji powszechnego obowiązku uczniów Chrystusa: naśladowania Go w przyjmowaniu krzyża (por. Mt 10,38; 16,24, itd.). Krzyż Chrystusa jest Bożą odpowiedzią na zwycięstwo, jakie szatan odniósł nad nami, doprowadzając nas do grzechu. Mianowicie szatanowi udało się oddzielić człowieka od Boga i w konsekwencji porozdzielać nas różnorako od siebie wzajemnie. Otóż na krzyżu Chrystus Pan pokonał tego przeklętego zwycięzcę. Wszedł wtedy w samo centrum świata urządzanego wbrew Bogu i poza prawem miłości, świata budowanego na przemocy i pogardzie dla prawdy i sprawiedliwości - i tam aż do samego końca wytrwał w miłości do swojego Przedwiecznego Ojca i do nas, których sobie przybrał na braci i siostry, własnych morderców nie wyłączając. Okazało się w ten sposób, że prawo miłości jest nie tylko pierwszym słowem Boga, jakie On do nas wypowiedział, ale również Jego słowem ostatnim: w krzyżu Chrystusa Pana ujawniła się bowiem ostateczna bezsiła szatana i grzechu oraz potęga Bożej miłości do ludzi. Naśladowanie Chrystusa w niesieniu krzyża polega właśnie na tym: na trwaniu w miłości do Boga i bliźnich w naszym świecie mniej lub więcej zdeformowanym wskutek różnych zwycięstw odniesionych nad ludźmi przez szatana. Zobowiązaliśmy się do tego wszyscy przez sam fakt przyjęcia chrztu. Szczególność wezwania do niesienia krzyża, jakie staje przed męczennikiem, na tym tylko polega, że ceną tego trwania w miłości jest oddanie życia, zazwyczaj wśród różnych dodatkowych utrapień. Istotą męczeństwa nie jest więc - jakby podpowiadała polska etymologia tego wyrazu - doznawanie prześladowań czy nawet śmierci za to, że się jest chrześcijaninem. Istotą męczeństwa jest czyn trudnej wierności Chrystusowi. Znoszenie prześladowań i utrapień jest ceną tej wierności, a nieraz również jej drogą. Męczeństwo jest zatem wyrazem i owocem ludzkiej wolności, rzecz jasna, wolności oczyszczonej, umocnionej i rozświetlonej łaską. Opisaną tu dynamikę diabelskiego ataku na człowieka oraz obrony człowieka przez Chrystusa poprzez uzdolnienie nas do niesienia krzyża, niekiedy aż do męczeństwa włącznie, znakomicie oddaje Augustyńska opozycja dwóch postaw, nad którymi kilkakrotnie medytował kardynał Wojtyła w swoich rekolekcjach watykańskich z lutego 1976. Program szatana - amor sui usque ad contemptum Dei - jest programem radykalnego zdeformowania miłości, w gruncie rzeczy programem anty-Miłości. W odpowiedzi, Chrystus Pan zaprasza nas do postawy przeciwnej, postawy Miłości konsekwentnej, która w świecie współtworzonym przez grzech bywa czymś trudnym i ponad zwykłe ludzkie siły. Jest to postawa amor Dei usque ad contemptum sui. Właśnie po to, żeby nas do takiej postawy uzdolnić, Chrystus Pan sam dał nam jej przykład na krzyżu oraz umacnia nas łaską z Jego krzyża płynącą. Ponieważ podjęta przez Chrystusa linia obrony człowieka poprzez wezwanie i uzdolnienie nas do Miłości konsekwentnej jest skuteczna i prowadzi do zwycięstwa, powoduje to po stronie sił anty-Miłości nienawiść i czynne ataki na uczniów Chrystusa: „Jeżeli świat was nienawidzi, wiedzcie, że Mnie pierwej znienawidził” (J 15,18; por. Mt 10,22; 24,9). To dlatego każde pokolenie Kościoła ma swoich męczenników, ale też ich zwycięstwa potwierdzają i pogłębiają odniesione na Kalwarii rozstrzygające zwycięstwo Miłości nad anty-Miłością. Co więcej, męczennik jest nie tylko uczestnikiem tego zwycięstwa, ale i jego owocem. Nie tylko bowiem jest naśladowcą ukrzyżowanego Chrystusa, ale zostaje do Niego upodobniony. Wspaniale wypowiedział to Jan Paweł II podczas uroczystości beatyfikacyjnej księdza Stefana Frelichowskiego, 7 czerwca 1999 w Toruniu: „Całe jego życie jest jakby zwierciadłem, w którym odbija się blask owej Chrystusowej filozofii, wedle której prawdziwe szczęście osiąga ten, kto w zjednoczeniu z Bogiem staje się człowiekiem pokoju, czyni pokój i niesie pokój innym”. Dwa inne jeszcze momenty zauważył kard. Wojtyła podczas tamtych watykańskich rekolekcji w postawie Miłości konsekwentnej, i będą one nieraz podejmowane w jego, kontynuowanej na stolicy Piotra, nauce o męczeństwie. Po pierwsze, Chrystus Pan, realizując na Kalwarii postawę amor Dei usque ad contemptum sui, wypełnił perfectum opus laudis, mianowicie w Jego krzyżu jest zawarte „takie uwielbienie Boga nieskończonego Majestatu, jakiego nie mógł i nie może wyrazić absolutnie nikt, żadne stworzenie”. Rzecz jasna, męczennicy - swoim umiłowaniem Chrystusa aż do śmierci - najszczególniej przyłączają się do Jego wypełnionego na krzyżu perfectum opus laudis. Po wtóre, „śmierć Chrystusa na krzyżu jako akt najwyższej miłości - amor Dei usque ad contemptum sui - ma charakter odkupieńczy i oblubieńczy zarazem”, mówiąc inaczej, była również aktem najwyższej miłości wobec nas, mimo że byliśmy Jego nieprzyjaciółmi. Zatem oddawanie życia z kolei za Chrystusa przez męczenników wiary jest ze strony Kościoła wyrazem miłości wzajemnej. Ofiarą składaną przez męczenników Kościół składa Chrystusowi dowody, że kocha Go ponad życie. Oblubieńczy charakter związku między Chrystusem i Kościołem jest częstym tematem w tekstach Jana Pawła II, i zasługuje na odrębne opracowanie. Naturalnie, nie jest tak, że Papież podejmując ten temat, za każdym razem wspomina o męczennikach. Jednak wczytajmy się, tylko tytułem przykładu, w jedną z wielu tych wypowiedzi o oblubieńczym związku Chrystusa i Kościoła, gdzie o męczennikach i męczeństwie się nie wspomina: „W parze z niezgłębionym i niezasłużonym darem, jakim jest miłość objawiona do końca w zbawczej ofierze Syna Bożego, której Eucharystia jest niezniszczalnym znakiem, rodzi się również w nas samych żywa odpowiedź miłości. Nie tylko poznajemy miłość, ale sami zaczynamy miłować. Wkraczamy niejako na drogę miłości i na tej drodze czynimy postępy. Miłość, która rodzi się w nas z Eucharystii, dzięki Eucharystii też w nas się rozwija, gruntuje i umacnia”. Przecież dokończenie powyższej wypowiedzi wzmianką o męczeństwie byłoby w niej tylko postawieniem kropki nad i. Mówiąc inaczej, pragnę zwrócić uwagę na to, że temat męczeństwa - często expressis verbis podnoszony przez Jana Pawła II - obecny jest w jego nauczaniu często również między liniami, zwłaszcza w wypowiedziach na temat miłości między Chrystusem i Kościołem, i w ogóle w tych wypowiedziach, w którym przypomina on o naszym ostatecznym powołaniu do miłości. 3. Męczeństwo - dowód konsekwentnej wierności Chrystusowi, szczytowy wyraz oblubieńczej miłości Kościoła dla swego Zbawiciela - jest zarazem najwyższym potwierdzeniem i manifestacją naszej ludzkiej godności. Najwyraźniej mówi o tym Jan Paweł II w encyklice Veritatis splendor. Podstawą tej prawdy o męczeństwie jest dar Bożych przykazań jako zabezpieczenie naszej ludzkiej godności w sytuacji, kiedy jesteśmy grzeszni i opowiadanie się po stronie dobra nie zawsze jest dla nas czymś oczywistym. Gdyby nie grzech Adama, nie potrzebowalibyśmy przykazań - dobro wybieralibyśmy zawsze i w sposób konieczny, a zarazem z pełną wolnością. „Prawo nie dla sprawiedliwego jest przeznaczone” (1 Tm 1,9). O głębokim zakorzenieniu w Kościele tego spojrzenia na Boże przykazania świadczą wciąż pojawiające się na jego obrzeżach herezje anomistyczne, których istotą jest przedwczesne i fałszywe uznanie samego siebie za całkowicie już wolnego od grzechu, a zatem nie podlegającego już przykazaniom. Tę właśnie, wcześniejszą prawdę - że naszą osobową godność zabezpieczają Boże przykazania - przypomni Jan Paweł II, zanim zwróci uwagę na znaczenie męczeństwa w ochronie ludzkiej godności: „Więź między wiarą a moralnością ujawnia w pełni swój blask w bezwarunkowym poszanowaniu niezaprzeczalnych wymogów wypływających z osobowej godności każdego człowieka, wymogów chronionych przez normy moralne, które zakazują bez wyjątku dokonywania czynów wewnętrznie złych. Powszechność i niezmienność normy moralnej ujawnia, a zarazem stoi na straży godności osobowej, to znaczy nienaruszalności człowieka, na którego obliczu jaśnieje blask Boży” (VS 90). Możliwość, a w niektórych sytuacjach powinność męczeństwa w tym sensie zabezpiecza naszą godność, że wyzwala nas od przymusu czynienia zła i w ogóle od przymusu składania złu jakichkolwiek hołdów. Nawet pod presją królującego zła, które potrafi wpędzić człowieka w sytuacje bez dobrego wyjścia nie musimy czynić zła. Z Bożą pomocą można bowiem wyjść z takich sytuacji poprzez męczeństwo. To właśnie dlatego katolicka nauka moralna głosi, iż zakaz czynienia zła obowiązuje semper et ad semper, zawsze i bez względu na okoliczności. Naukę tę Kościół znajduje w słowie Zbawiciela, żeby się nie bać „tych, co zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą” (Mt 10,28). Zarazem nie jest to nauka specyficznie chrześcijańska, chyba wszystkie wielkie tradycje religijne i mądrościowe znają i doceniają wartość męczeństwa. Rzecz jasna, zarówno przymuszanie bliźniego do czynienia zła, jak uleganie temu przymusowi, ciężko znieważa przyrodzoną człowiekowi godność, męczeństwo zaś jest zawsze skuteczną obroną zagrożonej godności: „Męczeństwo odrzuca jako złudne i fałszywe wszelkie , jakimi usiłowałoby się usprawiedliwić - nawet w okolicznościach - akty moralnie złe ze swej istoty; co więcej, ujawnia, że akt taki jest w istocie pogwałceniem człowieka, i to bardziej nawet w tym, kto go popełnia, niż w tym, kto pada jego ofiarą” (VS 92). Pozytywny wykład na ten temat poprzedził Papież przypomnieniem heroicznego wyboru biblijnej Zuzanny (Dn 13,22n), Jana Chrzciciela (Mk 6,17-29) oraz innych męczenników, o których czytamy na kartach Nowego Testamentu: „Kościół ukazuje wiernym przykłady licznych świętych mężczyzn i kobiet, którzy głosili i bronili prawdę moralną aż do męczeństwa, albo woleli umrzeć niż popełnić choćby jeden grzech śmiertelny. Wyniósł ich do chwały ołtarzy, to znaczy kanonizował ich świadectwo i publicznie uznał za słuszne ich przekonanie, że miłość Boga każe bezwarunkowo przestrzegać Jego przykazań nawet w najtrudniejszych okolicznościach i nie pozwala ich łamać nawet dla ratowania własnego życia. W męczeństwie, jako potwierdzeniu nienaruszalności porządku moralnego, jaśnieje świętość prawa Bożego, a zarazem nietykalność osobowej godności człowieka, stworzonego na obraz i podobieństwo Boga” (VS 91-92). W odniesieniu do godności naszego człowieczeństwa, męczeństwo nie tylko ją potwierdza i zabezpiecza. W męczeństwie dokonuje się ponadto ostateczne dojrzewanie człowieka, a zarazem ujawnia się to, do jakich szczytów, nawet w naszym świecie zdeformowanym przez grzech, może z Bożą pomocą dojść człowiek. W tej jednak encyklice Papież o tym tylko wspomina. Głębi jego wypowiedzi doda odwołanie się do sławnego świadectwa męczennika z roku „Męczeństwo jest także wywyższeniem doskonałego i prawdziwego człowieka, co poświadcza św. Ignacy Antiocheński w słowach skierowanych do chrześcijan Rzymu, gdzie poniósł śmierć męczeńską: ”(VS 92). Ten wymiar - nie tylko zresztą męczeństwa, ale każdego cierpienia przyjmowanego w duchu naśladowania krzyża Chrystusa - analizował Jan Paweł II wcześniej, we wspomnianym już liście apostolskim Salvifici doloris. Zwracał tam uwagę na „paradoks słabości i mocy”, doświadczany przez naśladowców cierpień Chrystusowych, w którym dokonuje się „duchowe hartowanie się człowieka”. Dzięki oparciu się na łasce Bożej w cierpiącym uczniu Chrystusa - rzecz jasna, dotyczy to również, a nawet szczególnie, męczennika - wyzwala się „nadzieja, która podtrzymuje w nim przeświadczenie, że cierpienie go nie przemoże, nie pozbawi właściwej człowiekowi godności wraz z poczuciem sensu życia. I oto ten sens się objawia wraz z działaniem miłości Bożej, która jest największym darem Ducha Świętego. W miarę jak uczestniczy w tej miłości, człowiek w cierpieniu odnajduje do końca siebie: odnajduje , którą — zdawało mu się, że przez cierpienie ” (SD 23). 4. Męczeństwo jako droga do prawdy - to następny temat istotnie obecny w nauczaniu Jana Pawła II. Ten wątek zacznijmy od przypomnienia, w jakim sensie starożytni chrześcijanie widzieli w męczennikach świadków prawdziwości swojej wiary. Otóż raczej nie pojawiał się wówczas argument, że należy wierzyć ludziom, którzy za wyznawane poglądy dają się zabić. Ludzkie dzieje pełne są nieszczęśników, którzy ginęli za wyznawane przez siebie brednie. Większą powagę ma argument Pascala, że należy wierzyć ludziom, którzy nawet w obliczu śmierci nie przestają świadczyć o znanych sobie wydarzeniach - o tym , że po śmierci Chrystusa spotykali się z Nim jako ze zmartwychwstałym. Ten argument dotyczy jednak nie wszystkich męczenników, a tylko wezwanych do męczeństwa bezpośrednich świadków śmierci i zmartwychwstania Chrystusa. Znamienne jest ponadto, że w tej formie argumentu tego również nie widać w pismach patrystycznych. Dla starożytnych chrześcijan męczennicy byli dowodem prawdy wiary chrześcijańskiej, bo stanowili żywe świadectwo tego, iż Ewangelia rzeczywiście przemienia człowieka w kogoś aż do końca i nawet wśród tortur rozkochanego w Bogu, rozmodlonego, życzliwego wszystkim, modlącego się nawet za własnych morderców. W dość podobnej perspektywie epistemologicznej znaczenie męczeństwa widzi Jan Paweł II. Najważniejsza, a zarazem dla naszej ukształtowanej przez nominalizm mentalności nieoczekiwana wypowiedź na ten temat znajduje się w encyklice Fides et ratio (1998). Papież zaczyna tę wypowiedź od zwrócenia uwagi na to, że wiara jest wprawdzie niedoskonałą formą wiedzy, ale zarazem otwiera na takie wymiary prawdy, które zwyczajnej wiedzy w ogóle nie są dostępne, mianowicie na tę prawdę, którą można poznać dopiero w relacji międzyosobowej. Ta relatywna wyższość wiary nad wiedzą ujawnia się nie tylko w odniesieniu do wiary religijnej czy do prawdy religijnej. Na przykład trudno mówić o autentycznym małżeństwie bez „wierzę w ciebie” obojga małżonków w odniesieniu do swojego współmałżonka. W owym „wierzę w ciebie” dokonuje się głębokie poznanie wzajemne, w ogóle niedostępne nawet wnikliwemu obserwatorowi. Wierzący wzajemnie w siebie małżonkowie nie mają, rzecz jasna, najmniejszych wątpliwości co do istnienia współmałżonka; co więcej, oni żyją razem, blisko siebie przebywają, wiele ze sobą rozmawiają, mają wiele wspólnych spraw, itd. Zarazem każde z nich nosi w sobie takie głębokie prawdy, do których można dotrzeć wyłącznie w postawie „wierzę w ciebie”, w postawie „ja tobie zawierzam samego siebie”. W tej postawie, zdaniem Papieża, „człowiek znajduje pełnię pewności i bezpieczeństwa, zarazem jednak poznanie oparte na wierze, którego podstawą jest zaufanie między osobami, nie jest pozbawione odniesienia do prawdy: wierząc, człowiek zawierza prawdzie, którą ukazuje mu druga osoba” (FR 32). Warto zauważyć to zaproponowane przez Jana Pawła II rozróżnienie prawdy rzeczowej i osobowej - prawdy poznawanej przez obserwację oraz z pomocą różnych, nieraz wyrafinowanych metod wypracowanych przez nauki i filozofię, oraz prawdy poznawanej w międzyosobowych relacjach bliskości i zaufania. Męczennik jest, rzecz jasna, świadkiem prawdy osobowej. Pytanie, czy Jezus jest naprawdę Synem Bożym i Zbawicielem, jest dla niego oraz dla wielu innych chrześcijan głęboko żyjących swą wiarą równie retoryczne jak pytanie, czy mój mąż, moja żona naprawdę istnieje. Pozytywnej odpowiedzi na to pytanie świadectwo męczennika dotyczy co najwyższej drugorzędnie. Istotą tego świadectwa jest prawda całoosobowego zawierzenia się przez męczennika Chrystusowi oraz wierności Chrystusa, który swoim przyjaciołom daje siły do przejścia przez ciemną dolinę. „Męczennik - kończy Papież swój krótki wykład na ten temat - jest najbardziej autentycznym świadkiem prawdy o życiu. Wie, że dzięki spotkaniu z Jezusem Chrystusem znalazł prawdę o własnym życiu, i tej pewności nikt ani nic nie zdoła mu odebrać. Ani cierpienie, ani śmierć zadana przemocą nie skłonią go do odstąpienia od prawdy, którą odkrył spotykając Chrystusa. Oto dlaczego po dziś dzień świadectwo męczenników nie przestaje fascynować, znajduje uznanie, przyciąga uwagę i pobudza do naśladowania. Powód, dla którego ufamy ich słowu, jest zaś taki, że dostrzegamy w nich oczywiste świadectwo miłości, która nie potrzebuje długich wywodów, aby nas przekonać, gdyż mówi do każdego człowieka o tym, co on w głębi serca już uznaje za prawdę i czego od dawna poszukuje. Męczennik budzi w nas głębokie zaufanie, ponieważ mówi to, co my już przeczuwamy, i wypowiada otwarcie to, co my również chcielibyśmy umieć wyrazić” (tamże). „Z psychologicznego punktu widzenia - napisze Jan Paweł II dwa miesiące później w bulli Incarnationis mysterium - męczeństwo jest najwymowniejszym dowodem prawdziwości wiary, która może nadać ludzkie oblicze nawet najbardziej gwałtownej śmierci i ujawnia swe piękno podczas najokrutniejszych prześladowań” (IM 13). Skrótowy charakter niniejszego przeglądu nie pozwala głębiej analizować uwag Papieża na temat bezsilności prześladowców wobec Prawdy wyznawanej przez męczenników, czy na temat ujawniającej się poprzez męczeństwo potęgi miłości. Nie powstrzymam się jednak przed przytoczeniem przepięknego nawiązania do jedenastego rozdziału Listu do Hebrajczyków na temat wiary jako drogi ku Niewidzialnemu: „Autor Listu przytacza aż siedemnaście przykładów wiary: . My zaś możemy dodać: przez wiarę Maryja...; przez wiarę Józef...; przez wiarę Symeon i Anna...; przez wiarę Apostołowie, męczennicy, wyznawcy, dziewice, biskupi, kapłani, zakonnicy i ludzie świeccy wszystkich wieków chrześcijaństwa. Przez wiarę Kościół przemierzał stulecia i dziś nadal podąża ku Niewidzialnemu dzięki tchnieniu i kierownictwu Ducha Świętego”. Żeby właściwie zrozumieć tę wypowiedź, koniecznie trzeba mieć na uwadze to, co później, w encyklice Fides et ratio, mówił Jan Paweł II na temat prawdy osobowej. 5. Na koniec przynajmniej zasygnalizujmy, co mówi Jan Paweł II na temat ekumenicznego wymiaru męczeństwa. Z wyżyn Stolicy Apostolskiej pod raz pierwszy podniósł ten temat Paweł VI, w roku 1964, w homilii podczas kanonizacji męczenników ugandyjskich. Praktyka eklezjologiczna była tu jednak wcześniejsza: Kościoły, które w wyniku kolejnych unii przyjmowały jedność z Kościołem katolickim, zazwyczaj były przyjmowane razem ze swoimi świętami i liturgicznymi wspomnieniami, a więc również razem ze swoimi męczennikami oraz innymi świętymi. Niemniej prawdą jest również to, że w Kościele starożytnym zasadą było nieuznawanie męczenników niekatolickich. Anonimowy autor z III wieku, którego dzieło przeciw montanistom zachowało się jedynie we fragmentach cytowanych w Historii kościelnej Euzebiusza z Cezarei, nie ma wątpliwości, że zamordowani podczas prześladować marcjonici czy montaniści nie są prawdziwymi męczennikami: „Marcjonici, zwani tak od herezji Marcjona, twierdzą, że mają wielu męczenników Chrystusowych, a przecież oni nie wyznają Chrystusa naprawdę. (...) Kiedy się zdarza, że wierni Kościoła otrzymują powołanie do męczeństwa za wiarę prawdziwą i zetkną się wówczas z tak zwanymi męczennikami herezji frygijskiej, odsuwają się od nich i idą na śmierć, w ogóle się z nimi nie łącząc, bo nie chcą mieć nic wspólnego z duchem Montanusa i jego kobiet”. Trudno wątpić, że sam Euzebiusz podziela ten pogląd. Warto jednak wiedzieć, że również nie wszystkim zamordowanym za wiarę katolikom Kościół przyznawał godność męczennika. Przypomnijmy choćby kanon 60 synodu w Elwirze (rok który odmawia tej godności zapaleńcom, co sprowokowali swoją śmierć przez sprofanowanie jakichś świętości pogańskich. Szczególnie znany jest sprzeciw świętego Augustyna przeciwko uznawaniu za męczenników tych arian czy donatystów, którzy zginęli w prześladowaniach religijnych. Martyres non facit poena, sed causa - uznajemy męczenników nie dlatego, że zostali ukarani, ale z jakiego powodu to ich spotkało - tę tezę Augustyn powtarza wręcz często. „Męczenników poznać po tym, za co byli karani, nie - że ponieśli karę. Wielu bowiem znosiło cierpienia w uporze, nie w stałości, w grzechu, nie w cnocie, w przewrotnym błędzie, nie w zdrowym rozumie, opanowani przez diabła, a nie prześladowani przez niego”. Generalnie, nie śpieszyłbym się z przeciwstawianiem sobie dawnego dystansowania się wobec męczenników wspólnot heretyckich oraz sformułowanej przez Jana Pawła II tezy (o której za chwilę), że wspólni męczennicy Kościołów i Wspólnot kościelnych już teraz antycypują jedność, jakiej jeszcze nie zdołaliśmy osiągnąć. Dwa argumenty, że niektórzy chrześcijanie, którzy zostali zabici za wyznawane poglądy religijne, są tylko pseudomęczennikami, nie utraciły - moim zdaniem - również dzisiaj swojej ważności. Jeśli zgodzimy się z utrwaloną w Kościele tezą, że męczennikiem jest ten, kto wiarę w Chrystusa albo sprawiedliwość wybrał ponad życie, to 1) nie jest męczennikiem ktoś, kto zginął powodowany tylko jakąś namiętnością mocniejszą niż życie, np. namiętnością fanatyzmu skierowanego przeciw świętościom pogan; 2) trudno również rozpoznać męczennika za wiarę w Chrystusa w kimś, kto na temat Chrystusa żywił tylko jakieś ludzkie opinie, albo kto akurat był zaangażowany w rozbijanie jedności Kościoła. Otóż nigdy dość podkreślania, że, w przeciwieństwie do większości heretyków starożytnych, z naszymi braćmi z Kościołów prawosławnych i starokatolickich oraz z większości Kościołów i Wspólnot protestanckich naprawdę łączy nas jedna wiara w Chrystusa - Syna Bożego, przez którego świat został stworzony, który dla nas stał się jednym z nas, aby ogłosić nam dobrą nowinę o Królestwie Bożym i dokonać naszego odkupienia na krzyżu, i który swoim zmartwychwstaniem otworzył nam drogę do życia wiecznego. Kiedy więc nasi bracia z tych Kościołów i Wspólnot giną jako świadkowie tej wiary, rozpoznajemy w nich po prostu męczenników naszej wspólnej wiary w Chrystusa. Dwie wypowiedzi Jana Pawła II na temat naszych wspólnych męczenników wydają się najszczególniej ważne. W adhortacji Tertio millennio adveniente (1994), zachęcając Kościoły lokalne, aby „uczyniły wszystko dla zachowania pamięci tych, którzy ponieśli męczeństwo”, prosi Papież, żeby nie zapominać o męczennikach, którzy nie byli członkami naszego Kościoła: „Będzie to miało niewątpliwie charakter i wymowę ekumeniczną. Chyba najbardziej przekonujący jest ten ekumenizm świętych, męczenników. Communio sanctorum mówi głośniej aniżeli podziały” (TMA 37). Niecały rok później, w encyklice Ut unum sint, Jan Paweł II już całkiem wyraźnie twierdzi, że dzięki naszym wspólnym męczennikom jedność Kościoła już teraz jest jakby profetycznym faktem. Co więcej, od tego twierdzenia rozpoczyna swoją encyklikę: „Odważne świadectwo licznych męczenników naszego stulecia, należących do innych także Kościołów i Wspólnot kościelnych, które nie są w pełnej komunii z Kościołem katolickim, nadaje nową moc wezwaniu Soboru i przypomina nam o obowiązku przyjęcia i wprowadzenia w czyn jego zalecenia. Ci nasi bracia i siostry, połączeni przez wielkoduszną ofiarę z własnego życia, złożoną dla Królestwa Bożego, są najbardziej wymownym świadectwem tego, iż można przekroczyć i przezwyciężyć wszelkie elementy podziału, składając całkowity dar z siebie dla sprawy Ewangelii” (UUS 1). Wróci jeszcze Papież do tej idei w dalszej części encykliki. Najpierw - przekonuje nas - dialog ekumeniczny moglibyśmy prowadzić z radykalizmem właściwym naszym wspólnym męczennikom: Wszystkie chrześcijańskie Wspólnoty „wydały przecież męczenników chrześcijańskiej wiary. Mimo dramatu podziału zachowali w sobie tak radykalne i absolutne przywiązanie do Chrystusa i do Ojca, że byli zdolni nawet do przelania krwi. A czyż takie właśnie przywiązanie nie jest potrzebne w tym, co nazwałem ? Czyż ten właśnie dialog nie podkreśla, że aby osiągnąć pełną komunię, trzeba przeżyć do końca doświadczenie prawdy?” (UUS 83). Co jednak ważniejsze: Wzrastająca komunia między naszymi Kościołami i Wspólnotami jest przecież włączona w pełną komunię, która już się dokonała w naszych męczennikach: „Już poprzednio odnotowałem z radością, że komunia - niedoskonała, ale realna - utrzymuje się i wzrasta na wielu poziomach życia kościelnego. Tutaj stwierdzam natomiast, że jest ona już doskonała w tym, co wszyscy uważamy za szczyt życia łaski: w męczeństwie (martyria) aż do śmierci, w tej najprawdziwszej realistycznej komunii z Chrystusem, który rozlewa własną krew i przez tę ofiarę przybliża ku sobie tych, którzy niegdyś byli daleko” (UUS 84). Papież nie waha się powiedzieć wyraźnie jeszcze więcej - że ta nasza komunia jest już doskonała w ogóle w tych wszystkich braciach i siostrach z naszych rozdzielonych Kościołów i Wspólnot, którzy już zostali obdarzeni życiem wiecznym: „Choć dla całej chrześcijańskiej Wspólnoty męczennicy stanowią dowód na moc łaski, nie są oni bynajmniej jedynymi świadkami tej mocy. Niepełna jeszcze komunia naszych Wspólnot jest już w rzeczywistości - choć w sposób niewidzialny - włączona na trwałe w pełną komunię świętych, to znaczy tych, którzy zakończywszy życie wierne łasce, znajdują się dziś w komunii Chrystusa uwielbionego. Ci święci wywodzą się z wszystkich Kościołów i Wspólnot kościelnych, które otworzyły im drogę do komunii zbawienia” (tamże). opr. aw/aw Spis treści1 Kontekst2 Znaczenie użytych Klucze Związywanie i Okres Okres rabiniczny3 Z gramatycznego punktu widzenia4 Pozostałe uwagi5 „Klucze Niebios” i „rozwiązywanie i wiązanie” w słowach Podobne Pan Jezus wypowiedział do Piotra następujące słowa: „Dam ci klucze Królestwa Niebios. Cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane i w niebie, a cokolwiek rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane i w niebie.” Czym są owe klucze niebios? Jak mamy rozumieć słowa o wiązaniu i rozwiązywaniu? Czy Piotr dostał władzę równą boskiej? Aby odpowiedzieć na te pytania musimy na moment zdystansować się od samych słów i spojrzeć na kontekst sytuacji, w której zostały one wypowiedziane. Później należy zbadać czy podobnie brzmiące słowa padły w jakimś innym miejscu Pisma Świętego, w jakimś innym kontekście. Na koniec można spróbować dokonać próby odczytania słów Pana Jezusa. Niestety, zdaje się, że podane poniżej przeze mnie odczytanie jest nie do końca satysfakcjonujące. Kontekst Interesujące nas słowa o „kluczach niebios” oraz o „związywaniu” i „rozwiązywaniu” padają w trzech kontekstach. Za pierwszym razem Jezus używa tych wyrażeń w słowach skierowanych do Piotra (por. Mat 16,19). Za drugim razem używając tylko słów o „związywaniu” i „rozwiązywaniu” zwraca się do pozostałych swoich uczniów (por. Mat 18,18), rozszerzając tym samym grono adresatów. A trzeci raz podobne słowa padają w rozmowie z uczniami będącymi świadkami zmartwychwstania, zaraz po tym jak Jezus tchnął na nich Ducha (por. J 20,23). W tym trzecim przypadku zamiast „wiązania” i „rozwiązywania” mamy słowa o odpuszczaniu i zatrzymywaniu grzechów, co zdaje się być pewną interpretacją „wiązania” i „rozwiązywania”, a może poprostu janową wersją tego samego sformułowania. Mat 16,19 Mat 18,18 J 20,23 I dam ci klucze Królestwa Niebios; Zaprawdę powiadam wam: – I cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane i w niebie,a cokolwiek rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane i w niebie. Cokolwiek byście związali na ziemi, będzie związane i w niebie;i cokolwiek byście rozwiązali na ziemi, będzie rozwiązane i w niebie. Którymkolwiek grzechy odpuścicie, są im odpuszczone,a którym zatrzymacie, są zatrzymane. Już z samego tego krótkiego zestawienia wypływa pierwszy wniosek. Słowa te słyszał nie tylko Piotr, a także inni uczniowie Jezusa. A jeśli tak to Jezus nie nadawał w ten sposób ludziom specjalnego autorytetu. Inaczej musielibyśmy uznać, że został on dany dość dużej liczbie osób, tak dużej, że uległby całkowitemu rozmyciu. Autorytet, aby mógł być efektywny musi być skupiony. Wiemy także z późniejszych zapisów Listu do Galacjan, że rolę przywódczą w pierwszym zborze chrześciańskim sprawowali Jakub, Kefas i Jan (por. Gal 2,9). Zatem nie o autorytet tutaj chodzi. Jezus wypowiadał te słowa w sytuacjach, gdy znajdował się sam z uczniami. Dodać należy także, że „wiązanie” i „rozwiązywanie” nie padają nigdy jako samodzielna wypowiedź, ale w następstwie wypowiedzi wcześniejszych. W pierwszym wypadku wypowiedź Jezusa poprzedza wyznanie Piotra, w drugim pada w kontekście omawiania dyscypliny wewnątrz społeczności, a w trzecim po daniu Ducha Świętego uczniom. Za każdym razem więc słowa te są jakby ilustracją tego co stało się wcześniej, bądź też wyjaśniają jakie są konsekwencje wcześniejszych wyznań/wydarzeń. Znaczenie użytych słów Z katolickiego punktu widzenia sens tych wyrażeń zdaje się być w pełni zrozumiały. Jeśli Kościół (pisane przez duże „k”) jest odbiciem Królestwa Bożego, papież jest namiestnikiem samego Boga, to słowa o wiązaniu i rozwiązywaniu pasują do kontekstu idealnie. Apostoł Piotr dostał najwyższe insygnia władzy na ziemi, a dzięki nim może wprowadzać ludzi do nieba.[1] Nie wszystkich jednak takie wyjaśnienie satysfakcjonuje. Wydaje mi się, że za dużo uwagi przykłada się do wyrażenia „cokolwiek zwiążesz będzie związane”. Ono, jak wspomniałem, brzmi bardziej jak wyjaśnienie, rozszerzenie, a nie samodzielne zdanie. Także fakt, że wyrażenie to pada w trzech kontekstach, po trzech różnych okazjach wskazuje, że spełniało ono raczej funkcję podobną do „amen”. Niemniej jednak postarajmy się wniknąć głębiej w znaczenie tego wyrażenia. Zacznijmy jednak od „kluczy niebios”, ponieważ one stają się w pierwszym przypadku pretekstem do powiedzenia „cokolwiek zwiążesz…”. Klucze niebios Warto podkreślić w tym miejscu, że mówimy o „kluczach niebios”, a nie o „kluczach do niebios”. Czy ta partykuła ma jakieś znaczenie? Tak, bo „klucze do niebios” dają komuś władzę swobodnego decydowania kto może, a kto nie może wejsć do nieba. Takiej władzy Pan Jezus na nikogo nie scedował. Za to ten kto ma „klucze niebios” może do nich wejść, innymi słowy zostanie wpuszczony. Klucze pojawiają się trzykrotnie w Starym Testamencie. Dwukrotnie w tekstach historycznych (por. Sdz 3,25; 1Krn 9,27) i raz w tekście poetyckim, w którym spełniają funkcję metaforyczną. Księga Izajasza 22,22 podaje słowa Boga JHWH: „Położę na jego ramieniu klucz domu Dawida, i gdy on otworzy to nikt nie zamknie, a gdy zamknie to nikt nie otworzy” (por. także Obj 3,7). Jest to wyjątkowe użycie, ponieważ wyraźnie związane jest z panowaniem nad Izraelem, ten kto ma klucz domu Dawida, tym samym nad nim panuje. Słowa, które padają w towarzystwie mowy o kluczu „gdy on otworzy, nikt nie zamknie, gdy on zamknie nikt nie otworzy” wyjaśniają znaczenie „klucz domu Dawida”. Właściwie wskazują one na absolutne panowanie. Nie jest to zatem rozumienie jakie możemy zaaplikować do słów Jezusa skierowanych do Piotra, w przeciwnym razie musielibyśmy uznać, że Jezusa dał Piotrowi władzę nad niebiosami. Można przy tej okazji zauważyć, że „otwieranie” i „zamykanie” pełni tutaj funkcję interpretacyjną, podobnie jak później w Nowym Testamencie „wiązanie” i „rozwiązywanie”. Taki sposób wyrażania myśli przez autorów starotestamentowych jest często spotykany. Za przykład niech posłuży fragment z Księgi Izajasza: „Proś o znak od Pana twego Boga, czy to głęboko w podziemiu, czy to wysoko w górze” (por. Iz 7,10). Zakreślanie całego horyzontu, zamykanie i otwieranie, wiązanie i otwieranie, to właśnie ten specyficzny sposób wyrażania zasięgu konsekwencji wyrażenia wcześniejszego. Związywanie i rozwiązywanie Wiązanie i rozwiązywanie może być intepretowane na różne sposoby. Jako: 1) ustanawianie i usuwanie praw 2) rzucanie i zdejmowanie klątw / ekskomunik 3) przebaczanie i odpuszczanie grzechów 4) dokonywanie egzercyzmów 5) ustalanie wiecznego losu 6) wypowiadanie orzeczeń doktrynalnych 7) regulowanie dyscypliny kościelnej. Zdaje się, że w słowach Jezusa należy dopatrywać się znaczenia 5 i 7. Poza tym jednak trzeba dodać, że znaczenia słów i wyrażeń, szczególnie metaforycznych się zmieniały. W tym wypadku trzykrotnie. W pierwszym znaczeniu, słowa o „wiązaniu” i „rozwiązywaniu” spotykamy w Starym Testamencie, co zostało wyżej naszkicowane. W drugim w Nowym Testamencie, a w trzecim w okresie rabinicznym, za każdym razem rozumie się przez nie coś innego. Okres nowotestamentalny W czasach nowotestamentalnych „związywać” i „rozwiązywać” znaczyło już coś innego niż w czasach istnienia Królestwa Izraela i Judy. Nie było wtedy monarchii, stąd i znaczenie tych słów nie mogło się do niej odwoływać. Jedyną istniejącą wówczas monarchią uznawaną przez Żydów było Królestwo Boże. Dlatego w odniesieniu do tego Królestwa należy rozumieć te słowa. W zrozumieniu tych określeń w znaczeniu nowotestamentalnym pomocą mogą służyć słowa Jezusa zapisane w Ewangelii Łukasza 11,52, gdzie czytamy: „Biada wam zakonoznawcy, że pochwyciliście klucz poznania, sami nie weszliście, a tym którzy chcieli wejść, zabroniliście”. Możemy się tylko domyślać, że chodzi o „wchodzenie” do nieba, w sensie bycia zbawionym. Pojawia się także „klucz”, ale w połączeniu z „poznaniem”. Jest to chyba najtrafniejsze zestawienie, „klucz poznania” pozwala wejść do nieba. Co jest tym kluczem? Z pewnością nie to co oferowali Faryzeusze, gorliwie przestrzegający Prawa, a zapominający o miłości i uczciwości. „Wiązanie” i „rozwiązywanie” zatem może równać się „wchodzeniu” lub „powstrzymywaniu kogoś przed wejściem” do Królestwa Bożego. Decydować o tym miał stosunek do wymogów Prawa, które intepretowali Faryzeusze. W znaczeniu nowotestamentowym doszło zatem do takiego przekształcenia znaczenia wyrażenia „wiązać” i „rozwiązać”. W Starym Testamencie > absolutne panowanie W okresie nowotestamentalnym > wejście do Królestwa Bożego Okres rabiniczny Z okresu rabinicznego – poźniejszego w stosunku do okresu nowotestamentowego – znamy trzecie znaczenie określenia „wiązanie i rozwiązywanie”. Odnosiło się ono do intepretacji starotestamentowych praw, interpretacje te obowiązywały, „wiązały” życie moralne gmin żydowskich, w taki sposób, że dycydowały o tożsamości Żydów.[1] Te intepretacje Prawa spełniały bardzo ważną rolę w czasie, gdy Żydzi nie mieli swojej Świątyni, państwa i niczego, poza właśnie przestrzeganiem Prawa co by świadczyło o przynależności do Królestwa Bożego. Jednak narzucenie tekstowi takiego znaczenia byłoby anachronizmem, przynajmniej tak się wydaje na pierwszy rzut oka. Okazuje się jednak, że można sobie wyobrazić, iż ktoś, np redaktor, kopista, uznał, że „wiązanie” i „rozwiązywanie” w Mat 16,19 lub Mat 18,18 należy utożsamić z decydowaniem, która wykładnia Prawa jest obowiązująca, a która nie. Być może to redaktorzy pism nowotestamentalnych, w późniejszych czasach przypisali ten autorytet społeczności chrześcijańskiej, zamiast żydowskiej. Graham Stanton uważa, że właśnie tak należy rozpatrywać problem rozumienia tego stwierdzenia. Podaje także fragment, który jego zdaniem jest pewną sugestią, że autor Ewangelii Mateusza należał do kręgów faryzejskich i zajmował się wcześniej „wiązaniem” i „rozwiązywaniem”. Wskazuje przy tym na werset: „Każdy uczony w piśmie, który stał się uczniem Królestwa Niebios, podobny jest do gospodarza, który dobywa ze skarbca nowe i stare rzeczy” (Mat 13,52).[2] Dalej czytamy także słowa Jezusa, w których gani współczesnych mu faryzeuszy za to, że „zamykają Królestwo Niebios przed ludźmi” (por. Mat 23,13). Moim zdaniem jest to opcja godna wzięcia pod rozwagę. Z gramatycznego punktu widzenia Poprawne tłumaczenie greckiej wersji wyrażenia o „wiązaniu” i „rozwiązywaniu” w Mat 18,18 wprowadza także różnicę w tym jak zrozumiemy wypowiedź Jezusa: „ὅσα ἐὰν δήσητε ἐπὶ τῆς γῆς ἔσται δεδεμένα ἐν τῷ οὐρανῷ καὶ ὅσα ἐὰν λύσητε ἐπὶ τῆς γῆς ἔσται λελυμένα ἐν τῷ οὐρανῷ„. Ta uwaga odnosi się także do fragmentu Mat 16,19 i Jan 20,23 i nie wiem czy nie powinna ona zdominować pozostałych uwag, które odnoszę do tych fragmentów. Wyrazy δέω i λύω są zapisane w czasie przyszłym dokonanym jako δεδεμένα i λελυμένα. Możemy zatem tłumaczyć tak jak mamy w Bibliach: „cokolwiek zwiążesz będzie związane” albo tak jak nakazuje literalny przekład: „zwiążesz cokolwiek związano”. Tym samym być może należy tutaj widzieć sens taki, że uczniowie będą decydować o odpuszczaniu lub zatrzymywaniu grzechów na podstawie tego co im objawi wcześniej Bóg.[3] Potwierdza to także wcześniejszy fragment z Ewangelii Mateusza, w którym czytamy, że uczniom zostało dane poznać tajemnice Królestwa Bożego (por. Mat 13, 11). Pozostałe uwagi Z kontekstu możemy poza tym wywnioskować coś jeszcze. Jezusowi bardzo zależało, żeby uczniowie zrozumieli, że nie jest on tym mesjaszem, którego oczekiwali Faryzeusze, czyli przywódcą politycznym, królem Palestyny. Chciał – i udało mu się takie wyznanie wydobyć z Piotra – by uczniowie widzieli w nim Syna Bożego. To wyznanie, stało się kamieniem węgielnym, na którym buduje się kościoł. (Nie na Piotrze, jak sądzi jedno z wyznań.) W tym kontekście „wiązanie” i „rozwiązywanie” może oznaczać umożliwianie lub uniemożliwianie wejścia do Królestwa Bożęgo innym przez swoje świadectwo (tak jak Piotr, por. Mat 16,19), wybaczanie grzechów (tak jak społeczności chrześcijan, por. Mat 18,18) i zwiastowanie w mocy Ducha (por. Jan 20,23).[4] „Klucze Niebios” i „rozwiązywanie i wiązanie” w słowach Jezusa Reasumując, „klucze niebios” nie są w Mat 16,19 synonimem władzy, ale przenośnym określeniem tego, co daje wstęp do nieba. Tym czymś jest wyznanie, że Jezus jest Synem Bożym. Dalsze losy Piotra wskazują, że nie pozostał bierny i otwierał bramy niebios innym, zwiastując im dobrą nowinę o Jezusie. W tym sensie, wszyscy mogą spełniać tę rolę. Natomiast słowa o „wiązaniu” i „rozwiązywaniu” powinny być rozpatrywane w połączeniu ze znaczeniem jakie wypływa z użycia trybu biernego, a także jako podsumowanie wcześniejszej wypowiedzi lub sytuacji. W pierwszej sytuacji Jezus wskazuje, że wyznanie wiary w Syna Bożego będzie miało znaczenie przy wstępie do Królestwa Bożego, w drugiej chodziło o wybaczanie sobie nawzajem przewienień w tej grupie.[5] Chyba także takie rozumienie nasuwa się po przeczytaniu Mat 18,15-18 jednym tchem. Jeśli kto zgrzeszy, a zostanie napomniany i usłucha, został pozyskany dla Królestwa, a kto nie usłucha został z niego wyłączony, wers 18 brzmi jak sformułowanie prawa, które odnosi się właśnie do grzechu i jego wpływu na bycie lub nie bycie w Królestwie.[6] Podobne sformułowanie, które pada w Ewangelii Jana 20,23 należy rozumieć w tym samym sensie. Uczniowie otrzymawszy Ducha zostali posłani w świat by głosić ewangelię. To treść ewangelii uwalnia słuchaczy, nie głosiciele. Oni spełniają tylko rolę pośredników. Podkreśla to użycie przez Jezusa czasowników w trybie biernym. [7][8] Są jeszcze klucze śmierci i hadesu: Jezus mówi o sobie w Objawieniu Jana: „Jestem Żyjący. Byłem umarły, lecz oto żyję na wieki wieków i mam klucze śmierci i hadesu” (Obj 1,18). Tylko On ma władzę nad śmiercią i tylko On będzie dokonywał zmartwychwstania. Jezus otwiera bramy piekieł” data-medium-file=” data-large-file=” class=”aligncenter size-full wp-image-2093″ src=” alt=”Harrowing_of_Hell” sizes=”(max-width: 640px) 100vw, 640px” data-recalc-dims=”1″/> Przypisy: [1] David L. Turner, Matthew, s. 406. [2] Graham Stanton, Studies in Matthew and Early Christianity, s. 132. [3] Charles H. Talbert, Matthew, s. 221. [4] Craig L. Blomberg, Matthew: An Exegetical and Theological Exposition of Holy Scripture, s. 112. [5] Daniel J. Harrington, The Gospel of Matthew, s. 248. [6] France, The Gospel According to Matthew: An Introduction and Commentary, s. 275. [7] Collin G. Kruse, The Gospel According to John: An Introduction and Commentary, s. 383. [8] Carson, The Gospel According to John, s. 655.